następnego dnia Zayn i Liam postanawiają wybrać się do opery
Theo protestuje, że nie można od niego wymagać zajmowania się dziećmi co wieczór, a Liam przewraca oczami
– przecież mówiłem ci wczoraj – przypomina. – że wchodzę w nowy związek. sprawy nabierają rozpędu i przypuszczalnie będziemy cię potrzebować przez cały tydzień, a ty dobrze wiesz Theo, jak bardzo brakowało mi kogoś, z kim mógłbym stworzyć coś poważnego i...
– dobra, dobra. w porządku – przerywa Theo i wzdryga się gwałtownie. widzi zwycięski błysk w przymrużonych oczach Zayn'a – Styles też przyjdzie?
– oczywiście – odpowiada Zayn. – lepiej się do tego przyzwyczaj.
Theo spóźnia się o kwadrans, bo po pierwsze jest zmęczony, a po drugie przegapił właściwy zjazd z autostrady. pierwszą rzeczą, którą robi zaraz po wejściu do mieszkania Zayn'a, są przeprosiny.
Styles unosi brew, Zayn krzywi się z niezadowoleniem, ale Liam uspokaja go, kładąc dłoń na jego talii.
– nie zaczną bez nas – oświadcza. – kupiłem tę operę dziś po południu wydawało się to wygodniejsze.
Malik trzepocze rzęsami w sposób przyprawiający o natychmiastowe mdłości.
– wiesz – mówi Theo. – niektórym ludziom wystarcza, gdy dostaną kwiaty.
jedyną nagrodą pocieszenia za to trafne spostrzeżenia jest śmiech Styles'a Liam i Zayn, niewzruszeni, znikają w otwartych drzwiach.
xxx
oglądają kopciuszka. to niemożliwe, ale ta bajka okazuje się jeszcze gorsza od pięknej i bestii.
Styles poniekąd ratuje sytuację, improwizując naprędce nowe – nieprzyzwoite – teksty dla wszystkich piosenek i śpiewa je pod nosem, podczas gdy Melania nie przestanie wdrapywać mu się na kolana.
po filmie przy pomocy przekupstwa zwabia Henryka do łóżka, a Theo czyta Melanii dalszy ciąg "wiedźm". ulega jej żądaniu i modeluje głos na potrzebę różnych postaci. Melania pęka ze śmiechu.
– wujek Harry potrafi lepiej naśladować, jak ktoś mówi – stwierdza – ale z tobą jest o wiele śmieszniej, wujku Theo.
po wnikliwym zastanawianiu Theo dochodzi do wniosku, że dziki triumf z górowania nad Styles'em nie licuje z jego powagą.
kiedy gasi światło w pokoju Melanii i wychodzi, po części oczekuje, że Styles znowu będzie na niego czekał przy drzwiach. tym razem Styles siedzi jednak w salonie i ustawia figurki na szachownicy.
Theo unosi brew, a Styles wzrusza ramionami.
– nie ma nic w telewizji – próbuje wytłumaczyć, kiedy Theo się do niego przysiada – pomyślałem, że moglibyśmy machnąć partyjkę.
– czekaj ty... ty chyba nie wyobrażasz sobie, że zagram z tobą w rozbierane szachy, prawda?
– jeśli tylko zechcesz, kochany – Styles puszcza do niego oko – jeśli tylko zechcesz.
okazuje się, że Styles jest doskonałym szachistą, chociaż nie jest aż tak dobry jak Theo. grają przez dwie godziny, w ciągu których Theo pięciokrotnie zarzuca Styles'owi oszustwo i tylko jeden raz czuje gwałtowną potrzebę walnięcia go w twarz. gdy ze słowami "szach–mat" zbija jego ostatniego ustawionego strategicznie gońca, Styles uśmiecha się do niego.
– od czas do czas dla odmiany, całkiem przyjemnie jest nie mieć szczęścia w grze – mówi, na co Theo reaguje pytającym spojrzeniem – wiedziałem, że mnie pokonasz, kochanie. ani przez moment w to nie wątpiłem.
– jeśli usiłujesz właśnie pomniejszyć moją wygraną, to wiedz, że ci się to nie udaje. – informuje go Theo.
Styles wybucha śmiechem.
– nawet mi to na myśl nie przyszło. – odpowiada i mruga łobuzersko. – ale jutro zagramy w pokera w końcu jakoś trzeba wyrównać szanse.
– okey – wzdycha Theo – ale założysz koszulkę z krótkim rękawem.
brwi Styles'a podjeżdżają pod nasadę włosów. zaraz jednak odzyskuje swoją zwykłą rezolutność.
– oczywiście. jeśli wolisz mnie w takim wydaniu, ale będę narzekał.
Theo blednieje.
– nie... uhm, nie chodziło mi o... w ten sposób wykluczam możliwość, że chowasz karty w rękawach.
– cokolwiek powiesz, skarbie. – Styles radośnie szczerzy zęby. – ale skoro o tym mowa: czy to widok moich nagich ramion działa na ciebie tak ekscytująco, czy raczej...
– przestań. – rozkazuje Theo – skończ z tym natychmiast.
– psujesz całą zabawę – komentuje Styles pogodnie, ale porzuca temat.
przez kilka ostatnich minut rozmawiają o ostatniej sprawie. – podejrzanym jest właścicielem klubu ze striptizem i Styles ma w zanadrzu parę zabawnych historyjek ze swoich wypraw za kulisy – aż wreszcie rozlega się dźwięk otwieranych drzwi.
– myślę, że powinniśmy kupić wyspę. – dobiega do nich głos Liama. – dzięki temu zaistnieje jedno miejsce na ziemi, w którym nikt nie przeszkodzi nam w niczym.
– oh, Liam. – zachwyca się Zayn – mówisz tak cudowne rzeczy.
– oczywiście, że tak. – opowiada Liam świszczącym głosem i Theo przeklina akustykę w tym cholernym mieszkaniu, bo naprawdę, ostatnią rzeczą jaką chciał usłyszeć, jest jęk rozkoszy Malika.
– to obrzydliwe. – mruczy Styles pod nosem, krzywiąc się ze wstrętem.
Theo patrzy na niego z zaskoczeniem.
– co nie? chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że uważam to za...
– obrzydliwe i dziwaczne? oczywiście, że nie, skarbie. nie dobrze mi się robi na ich widok. – Styles wzrusza ramionami i składa szachownicę. – ale Zayn najwyraźniej poweselał. przypuszczam, że to lubi. im wstrętniej i obrzydliwiej, tym lepiej.
– moim zdaniem możemy śmiało darować sobie to "przypuszczalnie" – mówi Theo i krzywi się na bardzo wymowne "oh", rozlegające się w głębi korytarza.
Styles parska.
– najwyraźniej. – potwierdza. – chcesz im przypomnieć, że wciąż tu jesteśmy, czy ja mam się tym zająć?
– ty, ty. cholera, ty! – odpowiada Theo pośpiesznie.
Styles obdarza go zachwyconym uśmiechem, jakby właśnie dostał od niego fantastyczny prezent.
– hej, tam! – woła. – wykonywanie czynności seksualnych na oczach pomocy do dzieci uchodzi zwyczajnie za niemoralne!
następuje moment skrępowanej ciszy i Theo czuje dziwną potrzebę wybuchnięcia śmiechem na widok zadowolonej miny Styles'a. chwile później słyszą odgłos zamykanych drzwi sypialni i do salonu wchodzi Liam. sam. wciąż ma na sobie szykowny strój do opery, ale wszystkie guziki jego koszuli są rozpięte, a żaden z włosów nie leży na swoim miejscu. nawet z daleka widać, że ma obrzmiałe wargi i usianą malinkami – malinkami! – szyję.
Styles pochyla się do przodu.
– bądź silny, skarbie. – szepcze ze sztucznym przerażeniem Theo do ucha. powstrzymuje się od uśmiechu jest prawdopodobnie najtrudniejszym zadaniem, z jakim Theo musiał zmierzyć się w całym swoim życiu.
– proszę o wybaczenie. – mówi Liam tym samym tonem co zawsze. – oczywiście możecie się oddalić.
Theo ciśnie się na usta mnóstwo wariantów odpowiedzi, ale wie, że gdy je otworzy, wyrwie się z nich przede wszystkim chichot, więc chwyta marynarkę i czym prędzej rusza w kierunku wyjścia. Styles drepcze mu po piętach. udaje im się dojść do samochodu i dopiero tam zaczynają ryczeć ze śmiechu, zgięci w pół na pokrywie silnika.
– ty, dupku. – jęczy Theo, z trudem łapiąc dech. – o mój boże, miałem wszystko pod kontrolą, zanim nie powiedziałeś: "bądź silny"
– musiałem się zrewanżować. – chichocze Styles. – za minę, którą zrobiłeś, jak wszedł do pokoju. daję słowo, skarbie. ledwo się opanowałem, żeby nie...
milknie nagle i gdy Theo unosi wzrok żeby sprawdzić dlaczego, widzi, że stoją blisko, o wiele za blisko siebie.
śmiech zamiera mu w krtani. patrzy na Styles'a i czuje się jak sarna zahipnotyzowana światłami nadjeżdżającego samochodu.
przez sekundę żaden z nich nie wykonuje najmniejszego ruchu. a potem Styles robi drżący wdech i...
– dobra. – mówi Theo, cofając się o krok. – no to do jutra.
xxx
Theo stoi pośrodku ogrodu. ma na sobie suknię balową, jedną stopę obutą w szklany pantofelek i dynię w lewej ręce. otacza go stado piszczących myszek.
pochyla się z rezygnacją, żeby posłuchać, co mówią swoimi cienki głosami. dwie z nich, które stoją na czele gromady, natrętnie kojarzą mu się z Louis'em i Niallem. noszą maleńkie koszulki z krótkimi rękawami, a ten louisopodobny trzyma w łapce miniaturowy model wieży Eiffla.
– dobra, już dobra – wzdycha, Theo. – co jest?
w tym momencie myszy intonują piosenkę:
– theociuszku, theociuszku, przed świtaniem ledwo wstanie! napal w piecu, zrób śniadanie...
– jezu chryste – jęczy Theo. – was chyba kurwa, do reszty pojebało.
– obawiam się, że nie – odezwał się Zayn. Theo prostuje się i obraca, i oto ma go przed sobą, w wydaniu skrzydlatej wróżki z różczką. – przestań wyszczerzać oczy, Theodorze. to twój umysł, a nie mój.
– zamorduje cię – mówi Theo słabo. – zamorduję was wszystkich po kolei, z zimną krwią, zaraz jak się tylko obudzę.
– czy w ten sposób traktujesz swoją matkę chrzestną? – ruga go Zayn. – pozwoliłeś karecie zmienić się z powrotem w dynię. bardzo nieodpowiedzialne z twojej strony. jak chcesz teraz dojechać na bal? tak czy inaczej, pozwoliłem sobie wezwać do ciebie księcia. powinien tu być za minutę.
– przecież to nie pasuje nawet do akcji bajki – mówi Theo. – więc, co...
– czekaj chwilę – przerywa mu Zayn i pochyla głowę w bok, a moment później jego uśmiech staje się promienny. – wróżka zębowa mówi, że ma już dla mnie wyspę. muszę iść.
znika z trzaskiem. Theo przez moment wpatruje się w puste miejsce po nim i mruga z przerażeniem. a potem odrzuca głowę do tyłu i krzyczy w niebo:
– dlaczego, kurwa, Payne jest wróżką zębową!?
– uważam, kochanie, że za pewne tłumaczenie może posłużyć fakt, że to właśnie on obraca wszystkimi pieniędzmi. – wyjaśnia Styles, który nagle pojawia się u jego boku na białym koniu. – z drugiej strony, nie ułupie sobie prawa do interpretowania twojej wyobraźni i podświadomości. wydaję mi się, że coś zgubiłeś.
rzuca mu szklany bucik, który Theo odruchowo łapie. Styles patrzy na niego z uśmieszkiem.
– a teraz go załóż. – mówi – i udowodnij światu, że jesteś moją prawdziwą miłością.
Theo gapi się na niego przez moment. następnie odwraca się, podchodzi wściekłym krokiem do najbliższego drzewa i z rozmachem wali pieprzonym pantoflem w pień. bucik wychodzi z akcji bez szwanku, więc Theo zaczyna uderzać nim raz za razem, coraz mocniej, najmocniej, jak tylko potrafi, ale Styles jest tuż za nim, łapie go za biodra i szepcze do ucha;
– bądź silny, skarbie...
– cholerajasnaspiakrew.... – mamrocze Theo ze wzrokiem wbitym w sufit swojej sypialni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz